Doniesienia prasy niemieckiej
Dnia 13 kwietnia 1943 roku radio berlińskie podało informację następującej treści: "Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych masowych egzekucji, wykonywanych przez bolszewików i gdzie GPU (Państwowy Zarząd Polityczny) wymordowało 10 000 polskich oficerów".
Poszukiwania polskich oficerów
Historia poszukiwania zaginionych żołnierzy zaczyna się jednak dużo wcześniej. Już w październiku 1941 roku ambasador polski w Moskwie, Stanisław Kot, w czasie spotkania z ministrem spraw zagranicznych ZSRR, Andriejem Wyszynskim chciał się dowiedzieć, co stało się z oficerami polskimi, których wypuszczenie obiecywano w podpisanym układzie Sikorski-Majski, aby utworzyli oni wojsko polskie na terenie Związku Radzieckiego. Kot informował, że ZSRR uwięziło 9,5 tysiąca polskich oficerów, z czego pod broń powołano zaledwie 2 tysiące. Uzyskał jedynie wymijającą odpowiedź. Na tym jednak nie zaprzestano szukania rodaków. W tej sprawie dnia 3 grudnia 1941 roku do Stalina udał się generał Władysław Anders z generałem Sikorskim. Mieli ze sobą listę 4 000 polskich oficerów, których miejsce pobytu do tej pory pozostawało nieznane. Stalin, chcąc pozbyć się niewygodnych gości, oświadczył, że żołnierze ci zapewne uciekli do... Mandżurii! Później wystosowano jeszcze czterdzieści dziewięć not, ale żadna nie doczekała się
odpowiedzi o miejsce pobytu Polaków.
Zerwanie stosunków dyplomatycznych
Po sensacyjnym doniesieniu prasy niemieckiej, generał Władysław Sikorski dnia 17 kwietnia 1941 roku zgłosił do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie prośbę o zbadanie całej sprawy. Podejrzenia jednak jednoznacznie kierują się w stronę Kremla. Pech chciał, że w tym samym dniu w Genewie znalazła się identyczna prośba wypływająca ze strony niemieckiej.
W odpowiedzi na taki przebieg wypadków, w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku radziecki minister spraw zagranicznych, Wiaczesław Mołotow wręczył ambasadorowi RP Tadeuszowi Romerowi notę, w której zerwał wszelkie stosunki dyplomatyczne z rządem polskim na emigracji, oskarżając go o działanie w porozumieniu z Hitlerem (ZSRR próbowało zrzucić winę na Niemców). Piątego maja ambasador Romer musiał opuścić tereny Związku Radzieckiego.
Sytuacja ta była niezręczna szczególnie dla Amerykanów i Brytyjczyków, którzy znaleźli się między przysłowiowym młotem i kowadłem. Stalin wystosował nawet depeszę do Roosevelta i Churchilla, w której stwierdza, że polskie działania naruszają "wszelkie normy i zasady przyjęte między państwami sojuszniczymi". Niejednokrotnie wzywali oni Sikorskiego, aby dobrze się zastanowił nad tym, co czyni.
Dnia 4 lipca 1943 roku nad Gibraltarem w katastrofie lotniczej podczas lotu z Kairu do Londynu ginie generał Sikorski wraz ze swoją córką. Trudno pohamować wnioski, że obie sprawy się ze sobą nie łączą.
Jak doszło do odkrycia grobów?
W czerwcu 1941 roku ZSRR zostało napadnięte przez wojska Hitlera. Ci, postępując naprzód, przeszukiwali zagarniane tereny. Na jednym z nich, pomiędzy stacjami kolejowymi Katyń i Gniezdowo, żołnierze niemieccy zaobserwowali w lutym 1943 roku kilka nasypanych pagórków. Nakazali swoim radzieckim jeńcom odkopanie ich i odkryli, że kryją się tutaj masowe groby. Ciał, ułożonych jedno na drugim warstwami, było aż 4183.
W odpowiedzi na niemieckie doniesienia prasowe (patrz wyżej), które informowały o 10 tysiącach ofiar (zapewne w celach propagandowych), Związek Radziecki wydał swój własny komunikat, który głosił: "Wspomniani jeńcy polscy byli rozmieszczeni w specjalnych obozach w pobliżu Smoleńska i zatrudnieni przy budowie dróg. Ponieważ ich ewakuacja nie była możliwa z uwagi na nadciągające wojska niemieckie, wpadli oni w ich ręce. Jeśli teraz odnaleziono ich zwłoki, to znaczy, że zostali zamordowani przez Niemców, którzy obecnie, mając na celu prowokację, twierdzą, że zbrodnia została dokonana przez czynniki radzieckie".
Kto winien?
Już w czasie słynnego procesu w Norymberdze padła sprawa zbrodni katyńskiej. Wówczas to przesłuchiwane były osoby, które zajęły się badaniami. Część z nich twierdziła, że masakra musiała mieć miejsce w I połowie 1940 roku, dryga natomiast, że znacznie później - jesienią 1941 roku. Na korzyść Niemców naturalnie przemawiała opcja pierwsza, gdyż wówczas byli oni zaangażowani w kampanie w Skandynawii, a natomiast druga możliwość oczyszczała Rosjan, gdyż wówczas tereny na których odkryto groby, znajdowały się pod kontrolą Rzeszy. Sprawę jednak szybko zamknięto, głównie po zeznaniach jednego z biegłych, który powiedział, że w grobach znaleziono łuski z wyrytą nazwą Geco. Otóż, takie oznaczenia wypisywała fabryka Genschow w Durlach, która niegdyś eksportowała do krajów bałtyckich naboje w ramach porozumień niemiecko-rosyjskich z Rapallo. Na tym sprawa katyńska w Norymberdze dobiegła końca, a ZSRR zgodził się na odstąpienie od oskarżenia względem Niemców.
W latach 1950-52 senat Stanów Zjednoczonych w związku z trwającą zimną wojną powołał specjalną komisję, która miała zbadać okoliczności zbrodni katyńskiej. Bezspornie stwierdzono, że wina leży po stronie ZSRR. Jednakże nie podjęto żadnych kroków, gdyż obawiano się, że wówczas Związek Radziecki nie weźmie udziału w walkach przeciwko Japonii, a także nie przystąpi do Narodów Zjednoczonych.
Polakom przyjdzie jeszcze długo czekać na odpowiedź, co wydarzyło się w lasku katyńskim. Dopiero w 1992 roku prezydent Rosji, Borys Jelcyn, poda do publicznej wiadomości fakt, że za tą zbrodnię odpowiedzialne są radzieckie oddziały NKWD. Z ujawnionych dokumentów wynika, że w marcu 1940 roku Stalin wydał rozkaz likwidacji polskiego dowództwa. W następnych miesiącach w ramach tej akcji wymordowano prawie 22 tysiące Polaków, wśród których znalazło się 14 700 polskich oficerów i policjantów. Funkcjonariusze NKWD za swoje "dokonania" otrzymali w zamian wynagrodzenie wysokości jednej miesięcznej pensji. Podobnymi miejscami masowej zagłady żołnierzy polskich były Miednoje i Charków na Ukrainie.
By nie zapomnieć...
W 1995 roku ówczesny prezydent Polski, Lech Wałęsa, wziął udział w uroczystościach upamiętniających ofiary tej strasznej zbrodni. Rosja wystawiła poległym pomnik, a Polska ufundowała cmentarz wojskowy. Uroczyste otwarcie cmentarza nastąpiło 28 lipca 2000 roku. Odbył się wówczas również oficjalny pogrzeb pomordowanych. Dnia 17 września 2007 roku na ekrany polskich kin wszedł film Andrzeja Wajdy pod tytułem "Katyń" opowiadający o losie żołnierzy, którzy wówczas zginęli. Film ma być również wyświetlany w Moskwie.
POWRÓT
|