Sytuacja przed czerwcem
Wraz ze śmiercią Stalina w marcu 1953 roku, zaczęła polepszać się sytuacja w wielu państwach bloku radzieckiego. Kiedy w 1956 roku umarł w Moskwie Bierut, zdecydowano, że na I sekretarza należy wybrać osobę, która będzie równoważyć dążenia Puławian (byli za reformami w partii PZPR) i Natolińczyków (zdecydowani przeciwnicy jakiejkolwiek liberalizacji). Na czele Komitetu Centralnego stanął wówczas Edward Ochab. Odwilż polityczna dała się także zauważyć w społeczeństwie: domagano się liberalizacji, zniesienia cenzury oraz współudziału robotników w zarządach zakładów przemysłowych, krytykowano metody rządzenia. Władze ogłosiły wówczas amnestię - wielu tysiącom więźniów politycznych udało się wyjść na wolność.
Mimo iż w czerwcu 1956 roku podniesiono płace i przemyśle stoczniowym i górnictwie, to jednak o dopuszczeniu robotników do rządów nie było mowy. Wobec takiej sytuacji robotnicy zaczęli wychodzić na ulice.
Wydarzenia w Poznaniu
W czerwcu 1956 roku w poznańskich zakładach im. Hipolita Cegielskiego wybuchły strajki, do których wkrótce przyłączyli się pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego i Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego. Władze tych zakładów zobowiązały się wcześniej do
podniesienia płac i polepszenia warunków pracy, jednak szybko zapominając o swoich obietnicach, nie uczyniły żadnych zmian. Władze starały się, aby negocjacje z robotnikami trwały jak najdłużej, gdyż w tym czasie zaplanowano Międzynarodowe Targi Poznańskie. Nie chciano, aby o sytuacji w państwie dowiedziały się zachodnie media.
Jednakże wobec oporu pracodawców i bierności władz krajowych, robotnicy 28 czerwca 1956 roku rozpoczęli pochód pod sztandarami haseł patriotycznych, żądając wolności i chleba. W manifestacji wzięło udział blisko 100 tysięcy osób. Po zdobyciu więzienia, skierowali się w kierunku budynku Komitetu Wojewódzkiego i Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Przedostali się również na teren odbywających się właśnie MTP.
Przeciwko protestującym, władze wystosowały "odpowiednie" środki. Najpierw ranni i zabici padali od strzałów skierowanych do nich z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, później kiedy milicjanci odmówili walk, do akcji wkroczyło wojsko. Przeciwko cywilom została wystawionych ponad 10 tysięcy żołnierzy. Wojsko dysponowało ponad to 359 czołgami, 31 działami pancernymi, 6 armatami plot, 30 transporterami opancerzonymi, 880 samochodami, 68 motocyklami i kilkoma tysiącami broni ręcznej i maszynowej. Nad siłami pacyfikacyjnymi został postawiony generał Stanisław Popławski, Rosjanin (właściwie: Siergiej Gorochow).
W efekcie zabito około 75 ludzi, w tym były także ofiary w dzieciach (pierwszą zabitą ofiarą był trzynastoletni chłopiec, Romek Strzałkowski). Rannych zostało ok. 800 osób.
Sytuacja po zamieszkach
Ówczesny premier, Józef Cyrankiewicz, w swoim wstąpieniu potępił strajki i demonstracje, grożąc "odrąbaniem rąk, które podniosą się na władzę ludową". Aresztowano wielu uczestników, ale także i przypadkowych przechodniów.
O sytuacji w Poznaniu dowiedział się naturalnie Zachód, który potępił działania radzieckie. Wzrosło niezadowolenie i negatywne nastroje w państwie polskim. W partii nasiliły się walki frakcyjne.
Nie zahamowało to jednak protestów, które doprowadziły w październiku 1956 roku do zmian politycznych w kraju (np. I sekretarzem został Gomułka).
POWRÓT
|